Wiosenna szata dużych bylin częstokroć nie zapowiada późniejszego efektu. Młode liście mają bardziej nasycone kolory, jakby na małej powierzchni skoncentrowano ilość barwy przeznaczonej dla dorosłego egzemplarza. Patrząc na krępe i gęsto stłoczone liście trójsklepki szerokolistnej (Tricyrtis latifolia) nikt nie spodziewa się późniejszego pokaźnego wzrostu. Jest to najlepiej rosnący gatunek w moim ogrodzie, sztywne pędy bez podpierania utrzymują żółte kwiaty w należytym pionie.
Dorosły egzemplarz zauroczył mnie na spacerze po Królewskich Ogrodach Botanicznych w Kew. Od tej pory wypatrywałam sadzonek tej rośliny w bogatym asortymencie ambitnych szkółek. Jest to bylina niezwykła i oryginalna. Podługowate torebki nasienne w masie wyglądają jak zatrzymane w obiektywie krople rzęsistego deszczu. Niespotykana ilość pąków jest imponująca, otwierające się stopniowo przedłużają atrakcyjność kwitnienia. Choć rozrośnięte kępy są bujne to cała bylina sprawia wrażenie przestrzennej i ażurowej.
Podziwiając z bliska budowę storczykowatych kwiatów, można w nich dojrzeć azjatyckie pochodzenie. Rudo brązowe kropki na wywiniętych na zewnątrz płatkach kontrastują z jasno seledynowym słupkiem. No i to delikatne podświetlenie nadające lekkości ... przepiękne !
Kronika ogrodnika - fotografie i krótkie opisy roślin oraz zwierząt pojawiających się w moim ogrodzie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew.. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 20 kwietnia 2015
sobota, 23 marca 2013
Czarne lustro wody.
U mnie dziś w nocy znów spadł świeży śnieg. Chyba nie wie, że mam go już dość. Na szczęście od samego rana świeci grzejące słoneczko dające wiarę końca tej długiej zimy.
Zapewne podobne słońce świeci w krainie, której roślinność zarasta basen w szklarni The Waterlily House Królewskich Ogrodów Botanicznych w Kew. Pierwsze co zwróciło moją uwagę po wejściu za frontowe drzwi to niesłychana wilgotność sięgająca 100 % i błogie ciepło wszechogarniające. Po dojściu do barierki basenu ujrzałam niesłychanie czarną toń wody. Miałam wrażenie, że z czeluści głębin wynurzy się stwór niepostrzeżenie gdyż nie było widać dna. Choć nie widziałam choćby cienia ryb to prawdopodobnie w zbiorniku żyły jakieś żyjątka. Świadczyły o tym sporadyczne okręgi na powierzchni ciemnej toni.
Aż mnie korciło, aby zanurzyć w ciepłej wodzie dłonie z rozkołysać towarzystwo wzajemnej adoracji leniwie unoszące się na powierzchni. Główną ozdobą wielkością zapierające dech w piersiach były olbrzymie liście wiktorii amazońskiej (Victoria amazonica), która zajmowała ponad połowę powierzchni basenu. Jak wyczytałam z opisu - roślina potrafi zadbać o miejsce dla siebie. Z korzenia zagłębionego w mule wypuszcza ściśnięte liście od razu rozpościerające się na tafli wody. Wydłużający się ogonek liściowy spycha inne rośliny na skraj basenu torując sobie drogę by w niedługim czasie kolejne liście wiktorii wyrastały w pustym miejscu. Gdy mniejsza roślinność opiera się woli olbrzymki - ta pazurkami widocznymi od spodu liścia nasuwa się na wierzch opornej skazując ją na śmierć przez utopienie.
Wokół wiktorii w bezpiecznych odległościach rozrastały się orientalne grzybienie podobnie zakotwiczone głęboko w mule.
Kilka roślin rosło w donicach zagłębionych płytko w wodzie jako strefie przybrzeżnej. Najwyższy z nich to lotos orzechodajny (Nelumbo nucifera), roślina jadalna – jada się kłącza, młode liście i owoce:
Wokół basenu piętrzyły się kolorowe rośliny w donicach piętrowo podwieszanych na ścianach ...
Całe miejsce było urzekające, jak niewielki kawałek wycięty z egzotycznego tortu. Przeszkadzała mi jedynie piszcząca w uszach cisza, nie było cieknącej wody, pluskania ryb ani świergotu rajskiego ptaka. Tylko cisza - wilgotna i gorąca cisza.
Zapewne podobne słońce świeci w krainie, której roślinność zarasta basen w szklarni The Waterlily House Królewskich Ogrodów Botanicznych w Kew. Pierwsze co zwróciło moją uwagę po wejściu za frontowe drzwi to niesłychana wilgotność sięgająca 100 % i błogie ciepło wszechogarniające. Po dojściu do barierki basenu ujrzałam niesłychanie czarną toń wody. Miałam wrażenie, że z czeluści głębin wynurzy się stwór niepostrzeżenie gdyż nie było widać dna. Choć nie widziałam choćby cienia ryb to prawdopodobnie w zbiorniku żyły jakieś żyjątka. Świadczyły o tym sporadyczne okręgi na powierzchni ciemnej toni.
Aż mnie korciło, aby zanurzyć w ciepłej wodzie dłonie z rozkołysać towarzystwo wzajemnej adoracji leniwie unoszące się na powierzchni. Główną ozdobą wielkością zapierające dech w piersiach były olbrzymie liście wiktorii amazońskiej (Victoria amazonica), która zajmowała ponad połowę powierzchni basenu. Jak wyczytałam z opisu - roślina potrafi zadbać o miejsce dla siebie. Z korzenia zagłębionego w mule wypuszcza ściśnięte liście od razu rozpościerające się na tafli wody. Wydłużający się ogonek liściowy spycha inne rośliny na skraj basenu torując sobie drogę by w niedługim czasie kolejne liście wiktorii wyrastały w pustym miejscu. Gdy mniejsza roślinność opiera się woli olbrzymki - ta pazurkami widocznymi od spodu liścia nasuwa się na wierzch opornej skazując ją na śmierć przez utopienie.
Wokół wiktorii w bezpiecznych odległościach rozrastały się orientalne grzybienie podobnie zakotwiczone głęboko w mule.
Nymphaea 'Carlos Magdalena' o ciekawym brunatnym wzorze na okrągłych liściach:
O podobnym rysunku liści lecz o liliowych kwiatach Nymphaea 'Foxfire':
Nymphaea 'Jennifer Rebecca' której barwa blaszki liściowej przypominała nasze odmiany 'Aurea':
Tłoczące się w skupinie zielone liście Nymphaea 'Midnight':
Kilka roślin rosło w donicach zagłębionych płytko w wodzie jako strefie przybrzeżnej. Najwyższy z nich to lotos orzechodajny (Nelumbo nucifera), roślina jadalna – jada się kłącza, młode liście i owoce:
Oraz skromniejszych rozmiarów z rodziny obrazkowatych (Araceae):
Wokół basenu piętrzyły się kolorowe rośliny w donicach piętrowo podwieszanych na ścianach ...
... lub ustawione w korytach zapewne sowicie napełnianych wodą.
Całe miejsce było urzekające, jak niewielki kawałek wycięty z egzotycznego tortu. Przeszkadzała mi jedynie piszcząca w uszach cisza, nie było cieknącej wody, pluskania ryb ani świergotu rajskiego ptaka. Tylko cisza - wilgotna i gorąca cisza.
poniedziałek, 18 marca 2013
Zagon parzeplinu brazylijskiego.
Zazwyczaj widywany w ogrodach jako gwóźdź programu. Soliter gdzieś w odosobnieniu - pojedynczy egzemplarz. Wszak przeciętny ogrodnik dysponuje przeciętną powierzchnią ogrodu i aby pomieścić jak największą grupę roślin zazwyczaj ogranicza szerokość kępy.
Ale w tak znamienitym miejscu jak Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew nie można żałować miejsca. W zakolu zbiornika wodnego, na niewielkiej skarpie posadzono w grupie kilkanaście tych roślin.
Z daleka można by pomylić z łopianami lub tarczownicą tarczowatą, ale stając na wprost - wielkość liści zapierała dech. Trzeba przyznać roślinie, że z każdej strony wygląda okazale i monumentalnie.
Rośliny towarzyszące również nie były średnich rozmiarów, choć w przeciętnych ogrodach zazwyczaj tworzą wysokie tło. W tej aranżacji z powodzeniem konkurował wzrostem okazały sadziec plamisty (Eupatorium maculatum 'Atropurpureum') i zwiewne trawy:
Wysoka roślinność skarpki przeplatała się nawzajem z kępami parzeplinu tworząc kulminację kompozycji, by w końcu przejść do niskich połaci tojeści kropkowanej (Lysimachia punctata):
Na skrajnych rabatach bliższej budynków administracji nasadzenia były już mocno formalne i reprezentacyjne. Trzykrotka Andersona w odmianie 'Sweet Kate' (Tradescantia x andersoniana) i rutewka (Thalictrum delavayi) powtarzały żółto fioletową kolorystykę.
Ale w tak znamienitym miejscu jak Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew nie można żałować miejsca. W zakolu zbiornika wodnego, na niewielkiej skarpie posadzono w grupie kilkanaście tych roślin.
Z daleka można by pomylić z łopianami lub tarczownicą tarczowatą, ale stając na wprost - wielkość liści zapierała dech. Trzeba przyznać roślinie, że z każdej strony wygląda okazale i monumentalnie.
Rośliny towarzyszące również nie były średnich rozmiarów, choć w przeciętnych ogrodach zazwyczaj tworzą wysokie tło. W tej aranżacji z powodzeniem konkurował wzrostem okazały sadziec plamisty (Eupatorium maculatum 'Atropurpureum') i zwiewne trawy:
Wysoka roślinność skarpki przeplatała się nawzajem z kępami parzeplinu tworząc kulminację kompozycji, by w końcu przejść do niskich połaci tojeści kropkowanej (Lysimachia punctata):
Na skrajnych rabatach bliższej budynków administracji nasadzenia były już mocno formalne i reprezentacyjne. Trzykrotka Andersona w odmianie 'Sweet Kate' (Tradescantia x andersoniana) i rutewka (Thalictrum delavayi) powtarzały żółto fioletową kolorystykę.
Zobacz w tym temacie:
Królewskie Ogrody Botaniczne w Kew.,
Londyn.,
Ogrody Botaniczne.,
Parzeplin brazylijski.,
Rutewki.,
Tojeść.,
Trawy ozdobne.,
Trzykrotka.,
Zwiedzam ogrody.
sobota, 12 stycznia 2013
Japanese Gateway w Królewskich Ogrodach Botanicznych część II.
Idąc spacerkiem na drugą stronę wzniesienia na szczycie wzgórza w cieniu wyższych drzew ma miejsce początek źródełko. Otaczający Ophiopogon japonicus forma nanus gęsto rozrósł się kępami drobniutkich liści i towarzystwie Dryopteris erythrosora krętym korytem biegł w dół.
Strumyk ma dosłownie parę metrów i zawijasów a po drodze znajduje się ciurkadełko z bambusowych tyczek w otoczeniu fatsji japońskiej, grubszych liści Liriope muscarii i strzyżonych w kule bukszpanów.
W którymś zakolu woda mija niewielką latarnię ustawioną pod ogromnym drzewem, którego konar dyskretnie podparto w dwóch miejscach. Postument jest już częściowo pokryty delikatną warstwą mchu co czyni go jeszcze bardziej przyjaznym w ogrodzie.
Ta część wzgórza ma podobne wykończenia rabat w kształcie naśladujące meandry strumyka. Roślinność i nasadzenia wyglądają jakby zsuwały się ze wzgórza płynąc falą w dół.
W okolicznych zaułkach również gdzieś powtarza się schemat nasadzeń. Z tej strony wzgórza to głównie bukszpany strzyżone w większe lub mniejsze kule.
Kolorowo kwitnących roślin jest niewiele, podczas mojego spaceru dosłownie dwie.
Strumyk ma dosłownie parę metrów i zawijasów a po drodze znajduje się ciurkadełko z bambusowych tyczek w otoczeniu fatsji japońskiej, grubszych liści Liriope muscarii i strzyżonych w kule bukszpanów.
W którymś zakolu woda mija niewielką latarnię ustawioną pod ogromnym drzewem, którego konar dyskretnie podparto w dwóch miejscach. Postument jest już częściowo pokryty delikatną warstwą mchu co czyni go jeszcze bardziej przyjaznym w ogrodzie.
Ta część wzgórza ma podobne wykończenia rabat w kształcie naśladujące meandry strumyka. Roślinność i nasadzenia wyglądają jakby zsuwały się ze wzgórza płynąc falą w dół.
W okolicznych zaułkach również gdzieś powtarza się schemat nasadzeń. Z tej strony wzgórza to głównie bukszpany strzyżone w większe lub mniejsze kule.
Kolorowo kwitnących roślin jest niewiele, podczas mojego spaceru dosłownie dwie.
Hydrangea macrophylla 'Mariesii Perfecta'.
Oraz najwcześniej kwitnący Anemone hupehensis var. japonica.
Subskrybuj:
Posty (Atom)