W trakcie sezonu do mojego ogrodu trafiają przeróżne rośliny. Zazwyczaj staram się zawczasu uzgodnić "zamówienie" gdy rośliny pochodzą z zaprzyjaźnionych wymian. Przeglądam wtedy sieć jeśli nie znam jej wyglądu lub gdy chcę się przekonać o walorach ozdobnych czy kolorystykę jaką przedstawia. Czasem ktoś zaproponuje roślinę, której nie znam lecz odpowiednio namówiona zgadzam się przygarnąć. Tak właśnie było w przypadku o obco brzmiącej nazwie Leycesteria formosa.
Swoją sadzonkę posadziłam na tak zwanym tym_czasie, gdzie zbieram rośliny do późniejszego ulokowania na miejsce stałe. W momencie przekazywania sadzonki powiedziano mi, że będzie to krzewinka a ja sama zapomniałam potem poszukać jakiej wielkości. Więc rosła sobie w zapomnieniu na ostatniej rabacie, mgliście przypominając roślinę którą spotkałam w ogrodzie The Rookery, bowiem w cieplejszym klimacie urosła prawie po niebo. Posadzona w rogu półcienistej rabaty strzelistymi pędami sięgała chodnika. Przewieszające się gałązki pod ciężarem kulistych owoców stanowiły akcent ciepłej barwy w ścianie zielonej roślinności.
Same kwiaty są dość niepozorne - biało różowe. Lecz główną ozdobę stanowią dziesięciocentymetrowe kwiatostany na zasadzie kontrastu z bordowymi podsadkami. Prawie każdy zapylony kwiat jesienią zmienia się w szklisty owoc, najpierw purpurowy by ściemnieć prawie do czarnego.
Zielone liście też wyglądają ciekawe, gdyż w równych odstępach osadzone na pędzie a wzniesione ku górze nadają krzewowi lekkości i zwiewności.
Zaraz po powrocie z wakacji muszę sprawdzić stan mojej rośliny i czym prędzej znaleźć godniejsze jej urodzie miejsce.