Od dłuższego czasu śledzę zakupy jakie znajomi poczynają w supermarketach, których w moich okolicach brak. Nadmienię iż są to przedniej urody wielce poszukiwane pełne orientalne ciemierniki. Gnana owczym pędem nerwowo rozglądam się gdzie indziej mogłabym takie piękności dostać. Jak gdyby z pomocą przyszły mi organizowane targi ogrodnicze. Los zdecydował, że dopiero w ostatni dzień trwania targów miałam sposobność na nie dotrzeć.
Po ciemiernikach oczywiście nie było śladu, nawet nie wiem czy rzeczywiście były w sprzedaży. Mimo wszystko jednak - poległam i przepadłam z kretesem. Na nic ćwiczenie konsekwencji przy takiej mnogości pożądanych roślin naraz w jednym miejscu. A miałam już nie jechać, bo kolega skrytykował przebrany towar. Okazało się, że zawsze coś można jeszcze wyselekcjonować z wysortu całkiem bogatego:
Geranium nodosum 'Silver Wood',
Geranium maculatum 'Espresso' (druga szansa),
Geranium pratense 'Midnight Reiter' (druga szansa),
Geranium pratense 'Mrs Kendall Clark'
Epimedium x warleyense 'Orangekönigin',
Mertensia virginica,
Serduszka piękna o krwiście czerwonych kwiatach,
Geum 'Flames of Passion',
Geum 'Mai Tai'.
Sadzonki ładne jak na tę porę wiosny. Listki wykształcone i zdrowo wybarwione, ziemia przekorzeniona do samego spodu doniczki. Powierzchnia gleby wokół młodych roślin czysta - oplewiona. Można kręcić nosem, że egzemplarze bez kwiatów co jest szczególnie ważne przy charakterystycznych odmianach, ale w końcu to początek wiosny !
Szczególne podziękowania dla pomocnika Kotunia, który poprawiając łapką ustawienie doniczek koniecznie chciał zwrócić na siebie moją uwagę skutecznie wdzięcząc się i zagadując na różne tematy:
Kronika ogrodnika - fotografie i krótkie opisy roślin oraz zwierząt pojawiających się w moim ogrodzie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe w ogrodzie.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Domowe w ogrodzie.. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
poniedziałek, 7 kwietnia 2014
Nowe dwa koty.
Od zeszłego sezonu moje domostwo wzbogaciło się o dwa nowe koty.
Najpierw przybył Kotunio - upalnym latem. Licytowaliśmy się między sobą na najlepsze imię, ale ponieważ kot jest niezwykłą przylepką zawsze skorą do miziania i przytulania - słodkie imię pasuje najlepiej. Kotunio jest z miasta i ma miastowe zwyczaje - południowa drzemka na wygodnym pańskim łóżku w domowych pieleszach, posiłkowanie z czystej miseczki, stąpanie arystokratyczne i ogólna dbałość o konwenanse.
Oczywiście lubi skautować skoro świt kiedy tylko ptaki zaczną trele. Harce i gonitwy na trawniku, skoki po drzewach. We wczesnym kocięstwie bez przerwy skakał po drzewach zaczepiając pazurkiem o rękaw. W tym czasie wyglądał jak połączenie nietoperza z małpą :)
Kotunio to takie stworzonko "przyłóż do rany". Gdy ktoś do niego zagada słodko - kot natychmiast przewraca się na bok albo robi maślane oczęta. Z kocich zadań wywiązuje się nieźle: umie wywęszyć świeżą norkę, potrafi też z różnym skutkiem naprzykrzać się jej mieszkańcowi łapę wciskając po łokieć i gmerając zaciekle.
Jednak najbardziej zadowolona jestem z Tosi, to moja Misia Ogrodnisia. Kotka przyszła sama, po niedługim czasie za Kotuniem i zamieszkała wysoką pryzmę składowanego drewna na rozpałkę. Długo nie chciała przemóc się i zejść do ludzi, była malutka i drobniutka. Zresztą - taka pozostała - króciutka i kompaktowa.
Jednak niech Was nie zmyli jej drobna postura i duże pomarańczowe oczka. To jest kot pracujący ! Nie wzgardzi konikiem polnym, motylem czy myszką. Wszelkie nowości w ogrodzie muszą pozyskać jej aprobatę włącznie z poznawczym obwąchaniem. Nad ciepłe posłanie przekłada suche trawy w kompoście lub nagrzany kąt na tle budynku gospodarczego.
Zna wszystkie tajemne miejsca i kryjówki w obejściu. Potrafi nagle zmaterializować się przy moich nogach i towarzyszyć mi w pracach ogrodowych. Tosia ma bardzo dużo wspólnych cech i zachowań podobnych do Helmuta vel Mutka , który niegdyś zaszczycił mnie swą obecnością i przyjaźnią. Podejrzewam nawet, że Mutek z "krainy wiecznych łowów" dał Tosi cynk o zwolnionym etacie w moim ogrodzie.
Najpierw przybył Kotunio - upalnym latem. Licytowaliśmy się między sobą na najlepsze imię, ale ponieważ kot jest niezwykłą przylepką zawsze skorą do miziania i przytulania - słodkie imię pasuje najlepiej. Kotunio jest z miasta i ma miastowe zwyczaje - południowa drzemka na wygodnym pańskim łóżku w domowych pieleszach, posiłkowanie z czystej miseczki, stąpanie arystokratyczne i ogólna dbałość o konwenanse.
Oczywiście lubi skautować skoro świt kiedy tylko ptaki zaczną trele. Harce i gonitwy na trawniku, skoki po drzewach. We wczesnym kocięstwie bez przerwy skakał po drzewach zaczepiając pazurkiem o rękaw. W tym czasie wyglądał jak połączenie nietoperza z małpą :)
Kotunio to takie stworzonko "przyłóż do rany". Gdy ktoś do niego zagada słodko - kot natychmiast przewraca się na bok albo robi maślane oczęta. Z kocich zadań wywiązuje się nieźle: umie wywęszyć świeżą norkę, potrafi też z różnym skutkiem naprzykrzać się jej mieszkańcowi łapę wciskając po łokieć i gmerając zaciekle.
Jednak najbardziej zadowolona jestem z Tosi, to moja Misia Ogrodnisia. Kotka przyszła sama, po niedługim czasie za Kotuniem i zamieszkała wysoką pryzmę składowanego drewna na rozpałkę. Długo nie chciała przemóc się i zejść do ludzi, była malutka i drobniutka. Zresztą - taka pozostała - króciutka i kompaktowa.
Jednak niech Was nie zmyli jej drobna postura i duże pomarańczowe oczka. To jest kot pracujący ! Nie wzgardzi konikiem polnym, motylem czy myszką. Wszelkie nowości w ogrodzie muszą pozyskać jej aprobatę włącznie z poznawczym obwąchaniem. Nad ciepłe posłanie przekłada suche trawy w kompoście lub nagrzany kąt na tle budynku gospodarczego.
Zna wszystkie tajemne miejsca i kryjówki w obejściu. Potrafi nagle zmaterializować się przy moich nogach i towarzyszyć mi w pracach ogrodowych. Tosia ma bardzo dużo wspólnych cech i zachowań podobnych do Helmuta vel Mutka , który niegdyś zaszczycił mnie swą obecnością i przyjaźnią. Podejrzewam nawet, że Mutek z "krainy wiecznych łowów" dał Tosi cynk o zwolnionym etacie w moim ogrodzie.
Zobacz w tym temacie:
Domowe w ogrodzie.,
Wiosna.
poniedziałek, 8 lipca 2013
20-stka Hogatki.
Słuchajcie ... słuchajcie. Mojej Hogatce stuknęła 20-stka !!
Cóż Was będę czarować - starym jest już kotem co widać po futerku. Rusza się powolutku, łapka za łapką i utyka na prawą przednią. Rzadko wychodzi z domu na przechadzkę, najczęściej śpi zawinięta w kłębuszek na psim legowisku.
Aby wyszła trzeba kota wynieść na zewnątrz. Trzymając w ręku można przekonać się jaka z niej teraz kruszynka - waży mniej niż pół kilo cukru. Jeśli już jest na podwórzu - spaceruje i rozgląda się w poszukiwaniu znajomych.
Słuch zanikł po pierwszym ataku padaczki, ale to lepiej. Przez całe życie bardzo bała się burz i piorunów, coś jak niektóre psy strzału petard. Teraz w ogóle nie zwraca uwagi na jakieś tam hałasy i jest bardzo szczęśliwa a zapraszając na jedzonko trzeba koteczkę z lekka trącić aby spojrzała na miseczkę.
W ogóle jest bardzo szczęśliwym i zadowolonym z siebie kotem. Jest bardzo życzliwa człowiekowi, lubi się przymilać i dopraszać o przynależne głaski. Z lubością towarzyszy Pańci przy wieczornym pasjansie - siedząc przy stole obserwuje kolejne wykładanie kart. Oczywiście co trochę Pańcia głasknie Kotę, która odwzajemni się uroczym miauknięciem.
Wąsiki siwiały sukcesywnie zaczynając po jednym mniej więcej po ósmym roku życia co tylko dodaje uroku Hogatce.
Jeno głaszcząc bardzo sypie się futerko i puszki latają gdyż od jakiegoś roku zaprzestano czesać kota.
Bardzo wychudła aż słychać gruchotanie szczotką po wystających kosteczkach. Poza tym - jest tak krucha i wątła że mogłaby się rozlecieć
Chciało by się powiedzieć: Hogatko - sto lat, ale setkę prawie już ma licząc na ludzkie lata !
Wystarczy, żeby była jak najdłużej zadowolonym i szczęśliwym kotem ...
Cóż Was będę czarować - starym jest już kotem co widać po futerku. Rusza się powolutku, łapka za łapką i utyka na prawą przednią. Rzadko wychodzi z domu na przechadzkę, najczęściej śpi zawinięta w kłębuszek na psim legowisku.
Aby wyszła trzeba kota wynieść na zewnątrz. Trzymając w ręku można przekonać się jaka z niej teraz kruszynka - waży mniej niż pół kilo cukru. Jeśli już jest na podwórzu - spaceruje i rozgląda się w poszukiwaniu znajomych.
Słuch zanikł po pierwszym ataku padaczki, ale to lepiej. Przez całe życie bardzo bała się burz i piorunów, coś jak niektóre psy strzału petard. Teraz w ogóle nie zwraca uwagi na jakieś tam hałasy i jest bardzo szczęśliwa a zapraszając na jedzonko trzeba koteczkę z lekka trącić aby spojrzała na miseczkę.
W ogóle jest bardzo szczęśliwym i zadowolonym z siebie kotem. Jest bardzo życzliwa człowiekowi, lubi się przymilać i dopraszać o przynależne głaski. Z lubością towarzyszy Pańci przy wieczornym pasjansie - siedząc przy stole obserwuje kolejne wykładanie kart. Oczywiście co trochę Pańcia głasknie Kotę, która odwzajemni się uroczym miauknięciem.
Wąsiki siwiały sukcesywnie zaczynając po jednym mniej więcej po ósmym roku życia co tylko dodaje uroku Hogatce.
Jeno głaszcząc bardzo sypie się futerko i puszki latają gdyż od jakiegoś roku zaprzestano czesać kota.
Bardzo wychudła aż słychać gruchotanie szczotką po wystających kosteczkach. Poza tym - jest tak krucha i wątła że mogłaby się rozlecieć
Chciało by się powiedzieć: Hogatko - sto lat, ale setkę prawie już ma licząc na ludzkie lata !
Wystarczy, żeby była jak najdłużej zadowolonym i szczęśliwym kotem ...
Zobacz w tym temacie:
Domowe w ogrodzie.,
Lato.
piątek, 3 sierpnia 2012
Rozmowa z przygodnym kotem.
Dziś znów korzystając z bezdeszczowego popołudnia wybrałam się na poszukiwanie ciekawych ogródków przed_domowych. Idąc Gibson's Hill w dół stwierdziłam iż mają przyjemny cienisty i wilgotny klimat dzięki wysokim gęstym drzewom. Roślinność ogródków była jakby mężniejsza względem mojej wypalonej słońcem i suchej ulicy. Szczególnie jeden przypadł mi do gustu za kompozycję delikatnych różyków dodatkowo rozświetlonych biało-obrzeżonym bluszczem.
Kontemplując różnorakie plany nasadzeń w pewnym momencie spojrzałam bliżej mnie na podjazd. Przycupnął tam rudy kot i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Zupełnie się mnie nie bał - obcej osoby.
Uznałam więc że angielskim zwyczajem powinnam grzecznościowo zagadnąć choćby o pogodzie. Zaszczebiotałam do kota, zakiciałam i rude stworzonko uznało iż powinien odwzajemnić przyjazne zamiary rozmówcy. Wstał, rozciągnął łapki i wyprężył grzbiet, po czym lekkim zygzakiem podszedł z ogonem w kształcie pytajnika.
Chwilę porozmawialiśmy o wszystkim i niczym, dał się nawet pogłaskać po grzbiecie. Pokręcił się w kółko wokół moich nóg i słupa rozświetlającego w nocy mrok. Rozejrzał się na boki, w górę i w dół ulicy, spojrzał w niebo na przepływające leniwie chmury. Pomrukami przytaknął na kilka moich spostrzeżeń.
W końcu uznał, że wszelkie grzecznościowe tematy wyczerpaliśmy i nie ma co po próżnicy strzępić języka. Odchodząc spojrzał się jeszcze raz na mnie, po czym - zajął swoje miejsce na podjeździe. Audiencja zakończona.
Rada z nowej znajomości poszłam dalej w dół ulicy aż do rozległego parku z gładko wystrzyżoną trawą, gdzie jak informowały plansze odbywały się miejskie spacery z psami. Chwilę tam zabawiłam robiąc zdjęcia okazałym krzewom laurowym zwyczaj widzianych w papierowych torebkach w postaci suchych liści używanych do wzmocnienia smaku potraw mięsnych.
Wracając ponownie mijałam podjazd z rudym kotem, lecz idąc od dołu za ogrodzeniem zobaczyłam znacznie więcej kotów usadowionych na podwórzu. Widocznie czekały aż ich państwo wrócą z pracy i wreszcie zajmą się wynudzonymi kotami. Jeden z nich, mój rozmówca - najwidoczniej z niecierpliwości wręcz wyszedł na podjazd.
Kontemplując różnorakie plany nasadzeń w pewnym momencie spojrzałam bliżej mnie na podjazd. Przycupnął tam rudy kot i przyglądał mi się z zaciekawieniem. Zupełnie się mnie nie bał - obcej osoby.
Uznałam więc że angielskim zwyczajem powinnam grzecznościowo zagadnąć choćby o pogodzie. Zaszczebiotałam do kota, zakiciałam i rude stworzonko uznało iż powinien odwzajemnić przyjazne zamiary rozmówcy. Wstał, rozciągnął łapki i wyprężył grzbiet, po czym lekkim zygzakiem podszedł z ogonem w kształcie pytajnika.
Chwilę porozmawialiśmy o wszystkim i niczym, dał się nawet pogłaskać po grzbiecie. Pokręcił się w kółko wokół moich nóg i słupa rozświetlającego w nocy mrok. Rozejrzał się na boki, w górę i w dół ulicy, spojrzał w niebo na przepływające leniwie chmury. Pomrukami przytaknął na kilka moich spostrzeżeń.
W końcu uznał, że wszelkie grzecznościowe tematy wyczerpaliśmy i nie ma co po próżnicy strzępić języka. Odchodząc spojrzał się jeszcze raz na mnie, po czym - zajął swoje miejsce na podjeździe. Audiencja zakończona.
Rada z nowej znajomości poszłam dalej w dół ulicy aż do rozległego parku z gładko wystrzyżoną trawą, gdzie jak informowały plansze odbywały się miejskie spacery z psami. Chwilę tam zabawiłam robiąc zdjęcia okazałym krzewom laurowym zwyczaj widzianych w papierowych torebkach w postaci suchych liści używanych do wzmocnienia smaku potraw mięsnych.
Wracając ponownie mijałam podjazd z rudym kotem, lecz idąc od dołu za ogrodzeniem zobaczyłam znacznie więcej kotów usadowionych na podwórzu. Widocznie czekały aż ich państwo wrócą z pracy i wreszcie zajmą się wynudzonymi kotami. Jeden z nich, mój rozmówca - najwidoczniej z niecierpliwości wręcz wyszedł na podjazd.
Zobacz w tym temacie:
Domowe w ogrodzie.,
Lato.,
Londyn.,
Rabaty.,
Rośliny 'Variegata'.,
Różowy.,
Zwiedzam ogrody.
poniedziałek, 26 marca 2012
Nowa pomocnica.
Od jesieni w domu nowy kotek, znaczy się koteczka ... Lukrecja.
Nowy, nie nowy ... już wyjałowiony, czyli podrośnięty. Wcześniej nie fotografowany bo zbyt ruchliwy. Teraz słoneczko grzeje więc kotę można zastać w bezruchu.
Czasami się jej przestraszę w ogrodzie, gdyż w maskującej szacie czasem niezauważalna na tle ściółki. Za każdym razem gdy przyglądam się jej twarzyczce - nie dowierzam, że to kot z mojego domu. Przyzwyczajona jestem do posągowych kruczków mruczków.
Zapowiada się na niezłą pracownicę, zdała egzamin łapiąc myszkę. Umie też grzebać po łokieć w krecich kopcach !
Ogólnie pełno jej w ogrodzie, biega wzburzając suche liście do lotu, skacząc po drzewach pomrukuje dodając siebie animuszu.
Na razie jeszcze płochliwa i trwożliwa, ale będą z niej koty :)
Nowy, nie nowy ... już wyjałowiony, czyli podrośnięty. Wcześniej nie fotografowany bo zbyt ruchliwy. Teraz słoneczko grzeje więc kotę można zastać w bezruchu.
Czasami się jej przestraszę w ogrodzie, gdyż w maskującej szacie czasem niezauważalna na tle ściółki. Za każdym razem gdy przyglądam się jej twarzyczce - nie dowierzam, że to kot z mojego domu. Przyzwyczajona jestem do posągowych kruczków mruczków.
Zapowiada się na niezłą pracownicę, zdała egzamin łapiąc myszkę. Umie też grzebać po łokieć w krecich kopcach !
Ogólnie pełno jej w ogrodzie, biega wzburzając suche liście do lotu, skacząc po drzewach pomrukuje dodając siebie animuszu.
Na razie jeszcze płochliwa i trwożliwa, ale będą z niej koty :)
Zobacz w tym temacie:
Domowe w ogrodzie.,
Wiosna.
środa, 27 kwietnia 2011
Dobry duszek ogrodu.
Fredziu to moja asystencja ogrodowa. Chodzi za mną krok w krok, zagląda pod ręce co robię, czasem zaczepia pazurkiem o sznurówkę. Gdy przykucnę schylając się nad byliną wskoczy mi na plecy lub ramię i spacerujemy potem wspólnie.
Fredziu lubi się gdzieś przyczaić i niezauważony obserwować otoczenie lub przymknąwszy oczy nasłuchiwać odgłosów ogrodu. Czasem przysiadzie sobie za zasłoną z bylin, które go delikatnie muskają i udając że wącha zapachy patrzy gdzieś w dal.
Potrafi zmaterializować się w jednym miejscu aby za chwilę pojawić się gdzie indziej. Czasem wyłania się z niebytu aby asystować w ogrodowych pracach.
Kiedy indziej leży na całą swoją kocią długość rozciągnięty w słońcu na rabacie kształtem wpasowując się w kępki bylin. Ogólnie prowadzi żywot gospodarskiego kota, spokojnego i wyluzowanego, pewnego siebie dachowca.
Fredziu lubi się gdzieś przyczaić i niezauważony obserwować otoczenie lub przymknąwszy oczy nasłuchiwać odgłosów ogrodu. Czasem przysiadzie sobie za zasłoną z bylin, które go delikatnie muskają i udając że wącha zapachy patrzy gdzieś w dal.
Potrafi zmaterializować się w jednym miejscu aby za chwilę pojawić się gdzie indziej. Czasem wyłania się z niebytu aby asystować w ogrodowych pracach.
Kiedy indziej leży na całą swoją kocią długość rozciągnięty w słońcu na rabacie kształtem wpasowując się w kępki bylin. Ogólnie prowadzi żywot gospodarskiego kota, spokojnego i wyluzowanego, pewnego siebie dachowca.
Zobacz w tym temacie:
Domowe w ogrodzie.,
Wiosna.
sobota, 13 listopada 2010
Stary kot - Mutek.
Mutek to poczciwa starowina.
Kiedyś pierwszy zabijaka w dzielnicy, czego dowodem są postrzępione brzegi uszu. Postrach okolicznych włóczykijów, na które paraliżująco działał już sam wygląd pokaźnego kota. Niestraszne mu były ulewy i burze w czasie nieprzespanych nocy gdzieś pod liściem w ogrodzie. Przed żadnymi wronami, srokami czy sójkami złowrogimi nie cofnął się, na drzewo wlazł i zrobił co miał w zamiarze.
Do czasu, aż kotu przyszła 12 jesień. Munio spowolnił bieg intensywnego życia. Częściej bywa w domu, wysypia się w ciszy ciepłego schronienia, woli jedzenie z miseczki niż wyciągać pazurkiem myszy zza kompostownika. Częściej też popada w zadumę przysiadłszy ogon.
Kiedyś pierwszy zabijaka w dzielnicy, czego dowodem są postrzępione brzegi uszu. Postrach okolicznych włóczykijów, na które paraliżująco działał już sam wygląd pokaźnego kota. Niestraszne mu były ulewy i burze w czasie nieprzespanych nocy gdzieś pod liściem w ogrodzie. Przed żadnymi wronami, srokami czy sójkami złowrogimi nie cofnął się, na drzewo wlazł i zrobił co miał w zamiarze.
Do czasu, aż kotu przyszła 12 jesień. Munio spowolnił bieg intensywnego życia. Częściej bywa w domu, wysypia się w ciszy ciepłego schronienia, woli jedzenie z miseczki niż wyciągać pazurkiem myszy zza kompostownika. Częściej też popada w zadumę przysiadłszy ogon.
Jego władczy, rzymski profil jest dumny, jak dumnie przechodzi swój wiek godziwy. Prawdziwy Imperator ogrodu ;)
Zobacz w tym temacie:
Domowe w ogrodzie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)