Czasem kogut opuściwszy stadko kur przejdzie ścieżką sprzątnąć co małym z dziobków wypadło.
Kronika ogrodnika - fotografie i krótkie opisy roślin oraz zwierząt pojawiających się w moim ogrodzie.
środa, 8 grudnia 2010
Kogut na podwórzu.
Bliskość dzikich łąk i ostoi umożliwia nieograniczony kontakt z naturą. A to sarenka obgryzająca gałązki na skraju lasu, a to szarak w wysokich trawach szukający zielonych pędów. Ptaszków bezlik kolorowych lecz ruchliwych, sikorek przeróżnych i innych maleństw co uwijają się wokół obszernego karmnika. Większe sójki z kwiczołami z krzykiem wertują gałęzie w poszukiwaniu zaschniętych na gałęziach orzechów.
wtorek, 7 grudnia 2010
Funkia zakupiona nosem.
W pewnym momencie ogrodnik szczególnie ukierunkowany na jedną grupę bylin, patrząc na mikrą sadzonkę wyczuwa nosem ciekawą odmianę. Tak też było i z tą funkią. Sztywne i masywne listki zdradzały iż pomimo niepozornej wielkości w przyszłości można spodziewać się pokaźnych rozmiarów. Dość długo zastanawiałam się na zakupem biorąc do ręki i odkładając na miejsce, aż doszłam do wniosku że warto zaryzykować. Dotychczas nie miałam w kolekcji funkii tak wyglądającej, więc nie podejrzewałam dubla.
Sadzonka przybyła do ogrodu wiosną 2008 roku i zajęła tymczasowe miejsce.
Już po kilku miesiącach złapała korzeniami grunt i nie oglądając się na porę roku wzorowo wypuszczała liście. Również rysunkowi na blaszce przybyło dodatkowych niuansów.
Kolejny rok w ogrodzie - kolejne zmiany w wyglądzie i posturze. Wiosenne liście pokazały się z interesującym wicherkiem niby pofalowane, powierzchnia z lekkim matowym nalotem charakterystycznym dla błękitnych odmian. Wzór na liściu znacznie bogatszy oraz wielkość zmieniona.
Wtedy zaczęłam szukać nazwy, przypuszczałam że to będzie 'Dream Weaver' lub bardzo bym chciała żeby tak było.
Pod koniec sezonu 2009 funkia była już tak duża, że czym prędzej zaczęłam rozglądać sią za kolejnym dla niej miejscem, wiosnę 2010 rozpoczęła na nowej rabacie. Co jest trochę dziwne, sadzonce nie przybywało pąków, jedynie zmieniała się jakość liści. Z roku na rok stawały się masywniejsze, powierzchnia bardziej poorana bruzdami. Kształtem przypominały serce a wzór na liściu zmniejszył się do nieregularnego przecinka.
Sadzonka przybyła do ogrodu wiosną 2008 roku i zajęła tymczasowe miejsce.
Już po kilku miesiącach złapała korzeniami grunt i nie oglądając się na porę roku wzorowo wypuszczała liście. Również rysunkowi na blaszce przybyło dodatkowych niuansów.
Kolejny rok w ogrodzie - kolejne zmiany w wyglądzie i posturze. Wiosenne liście pokazały się z interesującym wicherkiem niby pofalowane, powierzchnia z lekkim matowym nalotem charakterystycznym dla błękitnych odmian. Wzór na liściu znacznie bogatszy oraz wielkość zmieniona.
Wtedy zaczęłam szukać nazwy, przypuszczałam że to będzie 'Dream Weaver' lub bardzo bym chciała żeby tak było.
Pod koniec sezonu 2009 funkia była już tak duża, że czym prędzej zaczęłam rozglądać sią za kolejnym dla niej miejscem, wiosnę 2010 rozpoczęła na nowej rabacie. Co jest trochę dziwne, sadzonce nie przybywało pąków, jedynie zmieniała się jakość liści. Z roku na rok stawały się masywniejsze, powierzchnia bardziej poorana bruzdami. Kształtem przypominały serce a wzór na liściu zmniejszył się do nieregularnego przecinka.
Kończący się sezon nadał funki cech dorosłego wyglądu odmiany 'Thunderbolt'.
środa, 1 grudnia 2010
Paproć podrzutek.
Pewnej wiosny paproć zmaterializowała się w donicy grubosza stojącej na zewnątrz. Grubosz właśnie przechodził adaptację do nowych warunków świetlnych skryty pod balkonem w cieniu. Wiosna była dość deszczowa i nikomu nie przyszło do głowy zabrać spod donicy podstawkę, stał w dość mokrych jak dla niego warunkach. Pyłek z zarodni paproci widać doczekał się sprzyjających wiatrów i z lubością zakotwiczył w porastającej mchem powierzchni ziemi. Paproć wypuściła zgrabne liście.
Różne podejrzenia padały w sprawie nazwy paproci. Jedni stawiali na pióropusznika, inni na wietlicę samiczą. Tymczasem moja paproć szybko podrosła i wysadzona została do gruntu, bowiem zapowiadała się na dużą bylinę. Jednak na zarodnie wciąż było za wcześnie.
Kolejny sezon w gruncie i paproć wykształciła wyraźniejsze liście. Można było spokojnie rozpoznać jako nerecznicę krótkoostną Dryopteris carthusiana.
Zatarłam z zadowoleniem ręce - sama natura zechciała do mnie przyjść !
Czym prędzej przeniosłam w kolejne miejsce, na skraju ścieżki rabaty Leśnej, gdzie deszczową porą płynie lekki ruczaj. W końcu lubi mieć glebę luźną z wypłukanym piaseczkiem i stale wilgotną. Sezon zakończyła z kilkoma grubymi pąkami liści.
Różne podejrzenia padały w sprawie nazwy paproci. Jedni stawiali na pióropusznika, inni na wietlicę samiczą. Tymczasem moja paproć szybko podrosła i wysadzona została do gruntu, bowiem zapowiadała się na dużą bylinę. Jednak na zarodnie wciąż było za wcześnie.
Kolejny sezon w gruncie i paproć wykształciła wyraźniejsze liście. Można było spokojnie rozpoznać jako nerecznicę krótkoostną Dryopteris carthusiana.
Zatarłam z zadowoleniem ręce - sama natura zechciała do mnie przyjść !
Czym prędzej przeniosłam w kolejne miejsce, na skraju ścieżki rabaty Leśnej, gdzie deszczową porą płynie lekki ruczaj. W końcu lubi mieć glebę luźną z wypłukanym piaseczkiem i stale wilgotną. Sezon zakończyła z kilkoma grubymi pąkami liści.
Zobacz w tym temacie:
Dryopteris.,
Paprocie.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)







