niedziela, 20 marca 2011

Galanthus nivalis.

A tymczasem śnieg znikł zasilając potok wykopany w trawniku między Dużym I a Sadkiem. Woda ciurczy powoli przemywając piasek w korycie. Bezdeszczowy dzień z delikatnymi promykami słoneczka sprawił, że większość przebiśniegów wyłoniła się z zimowego snu. W zasadzie przebiściółki ... skoro śniegu nie ma !




Teraz tylko czekać słońca, aby białe płatki rozchyliły się ukazując zielone plamki wewnątrz obwieszczające pszczołom ucztę.


środa, 16 marca 2011

Powiew Wiosny.

Na krótki czas zawitała do mnie Pani Wiosna. Ciepłym wietrzykiem dmuchnęła pod ściółkę ożywiając kilka kępek rannika zimowego. Eranthis hyemalis w zasadzie powinien kwitnąć w otoczeniu śniegu, przebijając białą okrywę niczym przebiśnieg, ale przy obecnej nieobliczalnej pogodzie wszelkie zwyczaje roślin są zmienione.



Z nastaniem pełnej wiosny liczę na większą ilość kępek. Rannik ten bardzo dobrze zasiewa się sam zapylony uwijającymi się pszczołami przy pierwszych kwiatach w wiosennym ogrodzie. Z jednej rośliny wysypuje się masa nasion, bowiem pojedynczy egzemplarz uzbrojony jest w pokaźną ilość podługowatych nasienników.



Siewki przy plewieniu sprawiają pewne trudności. Bowiem ilość nitkowatych młodych roślinek jest nieograniczona. Nie wiadomo co z takimi robić - omijać pazurkami pozwalając panoszyć się pomiędzy chwastom czy traktować jednako z nieproszonymi.
Zawsze jednak pewna ilość przeżyje i wzmocni się do kolejnej wiosny ukwiecając rabatę.


niedziela, 6 marca 2011

Niewiarygodne, a jednak !

Swego czasu, dawno temu w jednym z ogrodniczych centrów handlowych kupiłam niewielką sadzonkę funkii. Sadzonka, a jakże była z etykietą na której prezentowała się podobnie jak w rzeczywistości, nie miałam żadnych wątpliwości zabierając ją do domu. Dodatkowo w sieci sprawdziłam 'Yellow Splash Rim' która wąskie liście prezentowała tak jak moja nowość. Posadziłam w sadku na świeżo przyszykowanym lekkim podwyższeniu, pod większą czereśnią mając na względzie dopasowanie kolejnej rozleglejszej hosty. Moja czujność poszła spać.



Pod koniec sezonu moja nowość zagęściła się liśćmi zakrywając nieco ściółkę. Jasny margines stawał się coraz widoczniejszy co nie było sprzeczne z wyglądem odmiany w sieci. Byłam bardzo z niej zadowolona.




Jakież było moje zdziwienie, gdy kolejnego sezonu przechodząc ścieżką przez sadek zwróciłam uwagę na nieznaną mi hostę. Coś nie pasowało w tym skrawku powstającej rabaty. Nie pamiętałam, żebym taką wybierała w sklepie, ani nie kojarzę momentu sadzenia. Pomyślałam, że dużo ich już mam i nie sposób wszystkich ogarnąć pamięcią.


Za jakiś czas, przeglądając niemałe zasoby zdjęć porządkowałam katalog "W sadzie". Patrzę ... pod dużą czereśnią powinna być inna hosta, o wąskich liściach z niewielkim marginesem. Tymczasem moja jest średnich rozmiarów, z okazałym pękatym liściem obdarzonym frywolną falbanką. Jeszcze raz sprawdziłam zapiski: w sadzie pod dużą czereśnią, nie ma pomyłki z mojej strony. Szczęściem zachowałam zakurzoną etykietę w szpargałach narzędziowni. Etykieta swoje a rzeczywistość swoje.




Zaczęłam rozglądać się i dociekać. Zapytałam doborowe ogrodnicze towarzystwo o zdanie, podobnie byli w kłopocie, lecz zdjęcia mówią same za siebie. Nie ma wątpliwości, miejsce sadzenia sadzonki po zakupie zgadza się z miejscem frywolnych falbanek. Pomogli odnaleźć nazwę odmiany. Nie było rady, niech będzie Showboat ... trudno - świetnie !