I tak moim łupem padła Dryopteris wallichiana, która ma charakterystycznie podwinięte pod spód listki i dość rzadkie pióra liści.
Druga sadzonka przyprawiła mnie o szybsze bicie serca i drżenie rąk. Sprzedaż tej odmiany śledziłam w sieci, nawet pokusiłam się o internetowy zakup w renomowanej szkółce. Jak to ostatnio często bywa renoma nie idzie w parze z kompetencją. Ale, gdy ma się zaledwie pięć paproci można pokusić się o duble.
Polystichum tsus-simense jest niską odmianą, o krótkich liściach ciemnej barwy spotęgowanej przez prawie czarne żyłki.
Obie rośliny pędzone są w warunkach laboratoryjnych, pewnie pochodzą z in-vitro i barwy są nieco zakłamane.
Takie są moje typowania. Sezon w gruncie zweryfikuje moje domniemania by pod koniec jesieni rozpatrzeć propozycje ponownie.