niedziela, 4 maja 2014

Altana - wprowadzenie tematu.

Jako użytkownicy ogrodu ze słoneczną wystawą potrzebowaliśmy gustownego zadaszenia. Od przeszło piętnastu lat - od kiedy zamieszkaliśmy i użytkujemy parcelę za domem, życie towarzyskie tętniło pod brezentową altanką opartą na metalowych kątownikach. Nie trzeba wszystkim mówić, że ten rodzaj schronienia nie jest długotrwały, dość że nasze altanki miały dwuletni żywot pomimo drobiazgowego rozbierania budowli na zimę.
Gdy jakieś trzy lata temu startując w miejskim konkursie na Najpiękniejszy Ogród, w którym dostałam pierwsze miejsce i nagrodę główną, nadarzyła się okazja do zmiany mebli ogrodowych za otrzymane bony wartościowe. Mebelki piękne z egzotycznego drewna eukaliptusowego nie mogły stać pod byle brezentem. Wczesne grudniowe śniegi dodatkowo przysporzyły "katastrofę budowlaną" łamiąc rusztowanie, rwąc na strzępy tkaninę altany, nie wspominając roztrzaskanych mebli z zwietrzałego plastiku. Miarka się przebrała ...
Tym czasem w sezonie letnim zakończono odwodnienie budynku mieszkalnego i wyłożono podjazd kostką. Materiału z podjazdu zostało na całkiem udany placyk. Wybudowanie altanki z prawdziwego zdarzenia było kwestią czasu. Od razu założono iż ma być pojemna, gdyż wygrany konkurs zasponsorował dziesięć krzeseł i duży podwójnie rozkładany stół. Wkrótce na rogach placu zatopiono legary w betonie i postawiono rusztowanie nośne.



Majster z pomocnikiem ostro wzięli się za robotę, ściski meblarskie i wiertarki poszły w ruch.


Nawiercali, docinali, heblowali ... wióry się sypały. Majstrowi humor dopisywał, gdy praca wre.



Dobre kilka tygodni pracowali. Aura sprzyjała, w tym czasie ani jednak kropelka deszczu nie spadła, wysezonowane drewno dobrze pracowało, więc można było kłaść i docinać płyty OSB na dach.




Jak ta igła z nitką tańcowali całe lato. Wczesną jesienią dach otrzymał okrywę z brązowego papogontu i rezolutną "falbankę" przypominającą domek z piernika. Jesienią altanę można było użytkować, a pierwsi goście zostali zaproszeni na wianek. Brakowało tylko boków - płaszczyzny z desek u dołu i kratek w oknach. Mimo to altana prezentowała się niezwykle okazałe i już była piękna. Pierwsze jesienne chłody nie odstraszały nas od wieczornego przesiadywania w ogrodzie. W świetle lampy naftowej uwieszonej pod sufitem otoczenie nabierało magicznego nastroju.



piątek, 2 maja 2014

Plany weekendowe.

Z wielkim entuzjazmem przywitałam nadchodzący długi weekend i zaczęłam snuć wielkie plany. Odkąd altanka stanęła z pokryciem dachu - zaczęłam ostrzyć zęby i pazurki na niewielki skrawek oddzielający ją od białej rabaty. Wolny czas przydał się jak znalazł do prac ogrodowych.
Pierwszy dzień maja wbrew nazwie - Święto Pracy, przeznaczyłam na zasłużony odpoczynek i wstępny spis roślin do przeniesienia na poszerzaną białą rabatę.



Kroi mi się smakowity zakątek i już mam konkretne obmyślenia. Z jednego brzegu dam postrzępione parzydło leśne 'Kneifii' (Aruncus dioicus), na które wciąż nie mam dobrego miejsca. Jego efemeryczność kłóci się z posiadanymi betonowymi płotami. Na tle surowych sosnowych desek altanki uwydatni się jego złotawy świetlisty kolor. Będzie nawiązaniem do drugiego rogu po przekątnej zajętego przez wiązówkę błotną 'Aurea' (Filipendula ulmaria). Na liście znalazła się Gillenia trójlistna (Gillenia trifoliata), która czerwonawymi podsadkami kwiatów i pędami  współgra z bordowymi liśćmi żurawek. Mniej więcej po środku prowodyr poszerzenia rabaty - powojnik 'Paul Farges', który ma zadanie stworzyć zasłonę kratek pod dachem altanki i pięknie pachnieć w upalne wieczory. Trzcinnik ostrokwiatowy 'Overdam' (Calamagrostis x acutiflora) do tej pory rosnący w mocnym nasłonecznieniu również trafi na rabatę, której przewodnim kolorem jest biały.


Trzeba mieć siłę i wprawę, aby nawet tak mały kawałek trawnika skopać za jednym razem. Nawet wyśmienitym narzędziem jakością porównywalnym do marki samochodu - poręcznymi widłami od Josepha Bentleya nie sposób całości zrobić od razu.



Jutro druga część kopania i zakładanie obrzeży trawnikowych, aby trawa nie wdzierała się w rabatę. Potem wymieszanie gleby z ziemią kompostową i estetyczne wyrównywanie. I ostateczne rozmieszczenie przenoszonych z innych miejsc ogrodu roślin.
Już niedługo róg altanki przysłonią biało kwitnący mieszkańcy ogrodu.

czwartek, 1 maja 2014

Płaszczyk Drakuli.

Zwisające w dół liście stopowca himalajskiego (Podophyllum emodi) nieodparcie kojarzą mi się z płaszczem narzuconym na ramiona hrabiego Drakuli. Ząbkowany brzeg i posępny kształt ma złowieszczy wyraz. Główna ozdoba rośliny to właśnie te liście, kwiaty choć równie piękne (wykrojone jakby z delikatnej różowawej porcelany) to jednak są małe i nie zawsze przebiją się nad prostujące liście.



Liście powoli prostują się jak śmigła helikoptera. Rysunek ciemnieje zajmując całą powierzchnię blaszki. Przypomina plamy na siatce maskującej żołnierskie obozowisko na poligonie bojowym.
Z zapylonego kwiatu pozostaje czerwony nasiennik wielkości dużej podługowatej śliwki. Pod wpływem ciężaru zagina się w dół i pozostaje skryty pod płachtą liści.






W tym roku stopowiec zaskoczył mnie siewką, która pojawiła się z dala od matecznej rośliny. Odległość tego stopnia była zadziwiająca, iż w pierwszej chwili pomyślałam, że to na prędce zadołowana na zimę roślina. Wokół siewki szukałam brzegu doniczki grzebiąc palcem w ziemi. Brak pojemnika wskazuje ewidentnie na siewkę wędrowniczkę.