Od dłuższego czasu śledzę zakupy jakie znajomi poczynają w supermarketach, których w moich okolicach brak. Nadmienię iż są to przedniej urody wielce poszukiwane pełne orientalne ciemierniki. Gnana owczym pędem nerwowo rozglądam się gdzie indziej mogłabym takie piękności dostać. Jak gdyby z pomocą przyszły mi organizowane targi ogrodnicze. Los zdecydował, że dopiero w ostatni dzień trwania targów miałam sposobność na nie dotrzeć.
Po ciemiernikach oczywiście nie było śladu, nawet nie wiem czy rzeczywiście były w sprzedaży. Mimo wszystko jednak - poległam i przepadłam z kretesem. Na nic ćwiczenie konsekwencji przy takiej mnogości pożądanych roślin naraz w jednym miejscu. A miałam już nie jechać, bo kolega skrytykował przebrany towar. Okazało się, że zawsze coś można jeszcze wyselekcjonować z wysortu całkiem bogatego:
Geranium nodosum 'Silver Wood',
Geranium maculatum 'Espresso' (druga szansa),
Geranium pratense 'Midnight Reiter' (druga szansa),
Geranium pratense 'Mrs Kendall Clark'
Epimedium x warleyense 'Orangekönigin',
Mertensia virginica,
Serduszka piękna o krwiście czerwonych kwiatach,
Geum 'Flames of Passion',
Geum 'Mai Tai'.
Sadzonki ładne jak na tę porę wiosny. Listki wykształcone i zdrowo wybarwione, ziemia przekorzeniona do samego spodu doniczki. Powierzchnia gleby wokół młodych roślin czysta - oplewiona. Można kręcić nosem, że egzemplarze bez kwiatów co jest szczególnie ważne przy charakterystycznych odmianach, ale w końcu to początek wiosny !
Szczególne podziękowania dla pomocnika Kotunia, który poprawiając łapką ustawienie doniczek koniecznie chciał zwrócić na siebie moją uwagę skutecznie wdzięcząc się i zagadując na różne tematy:
Kronika ogrodnika - fotografie i krótkie opisy roślin oraz zwierząt pojawiających się w moim ogrodzie.
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
niedziela, 5 kwietnia 2015
Przegląd ciemierników.
Wreszcie znalazłam czas na pokazanie swoich ciemierników, które w zeszłych sezonach zaniedbywałam na łamach bloga. W trakcie porządkowania ogrodu - widzę w sobie pewną poprawę. Zeszły rok ogród bardzo zapuściłam. Jednak praca ogrodowa i częste wyjazdy do UK nie idą w parze, co spowodowało zakończenie sezonu frustracją.
Obecnie poprawę w sobie zauważam pewnym niewielkim, ale jednak zadowoleniem z wykonywanych prac. Owe niewielkie zadowolenie wynagrodziła mi Flora przywracając do życia dwa ciemierniki, na których już położyłam kreskę w spisie posiadanych.
Helleborus x hybridus 'Betty Ranicar', piękny śmietankowy pełny finezyjnych ostro zakończonych płateczków:
Kolejny powstały z popiołów to roboczo nazwany Helleborus x hybridus 'Double Queen'. W momencie zakupu (wiosna 2010r) prezentował się znacznie lepiej i mam nadzieję iż wróci do dawnej świetności:
Z zadowoleniem również zauważyłam poprawę kondycji starej kępy "kropka", którego przysłonił pstry bodziszek żałobny. Spod korzeni wykopałam rachityczne pędy, a ciemiernik po kilku dniach wiosennej słoty nabrał przyjemnego dla oka wigoru:
Zewsząd dochodzą mnie wieści udanych zakupów w handlowych sieciówkach. Niestety w moich okolicach trudno wypatrywać rzutów orientalnej urody ciemierników. Jednak i mnie, jak ślepej kurze trafiło się coś lepszego zdobyć w supermarkecie.
Kiedyś upolowałam takiego pięknego Helleborus x hybridus 'Picotee':
Oraz pięknisia w anemonowym typie:
Stara kępa bordowego czarnuszka wzmocniła się po zeszło_rocznych i zeszło_sezonowych podtopieniach. Nie jest jeszcze tak rozrosła jak kiedyś bywało, ale widzę starania ze strony byliny:
Z tej kępy jako rodzica w połączeniu z białym powstały wariacje o różnym nasileniu koloru wyjściowego. Osobiście nie jestem zadowolona z kundelków. Te różowości gryzą się z nijaką zielenią liści, są "wypłowiałe" z intensywności kolorów rodziców. Rozdaję je na potęgę ludziom w pracy i gościom, a one niezmordowanie wciąż wschodzą:
Jedynie z dwiema siewkami wiążę jakieś nadzieje:
Obecnie poprawę w sobie zauważam pewnym niewielkim, ale jednak zadowoleniem z wykonywanych prac. Owe niewielkie zadowolenie wynagrodziła mi Flora przywracając do życia dwa ciemierniki, na których już położyłam kreskę w spisie posiadanych.
Helleborus x hybridus 'Betty Ranicar', piękny śmietankowy pełny finezyjnych ostro zakończonych płateczków:
Kolejny powstały z popiołów to roboczo nazwany Helleborus x hybridus 'Double Queen'. W momencie zakupu (wiosna 2010r) prezentował się znacznie lepiej i mam nadzieję iż wróci do dawnej świetności:
Z zadowoleniem również zauważyłam poprawę kondycji starej kępy "kropka", którego przysłonił pstry bodziszek żałobny. Spod korzeni wykopałam rachityczne pędy, a ciemiernik po kilku dniach wiosennej słoty nabrał przyjemnego dla oka wigoru:
Zewsząd dochodzą mnie wieści udanych zakupów w handlowych sieciówkach. Niestety w moich okolicach trudno wypatrywać rzutów orientalnej urody ciemierników. Jednak i mnie, jak ślepej kurze trafiło się coś lepszego zdobyć w supermarkecie.
Kiedyś upolowałam takiego pięknego Helleborus x hybridus 'Picotee':
Oraz pięknisia w anemonowym typie:
Stara kępa bordowego czarnuszka wzmocniła się po zeszło_rocznych i zeszło_sezonowych podtopieniach. Nie jest jeszcze tak rozrosła jak kiedyś bywało, ale widzę starania ze strony byliny:
Z tej kępy jako rodzica w połączeniu z białym powstały wariacje o różnym nasileniu koloru wyjściowego. Osobiście nie jestem zadowolona z kundelków. Te różowości gryzą się z nijaką zielenią liści, są "wypłowiałe" z intensywności kolorów rodziców. Rozdaję je na potęgę ludziom w pracy i gościom, a one niezmordowanie wciąż wschodzą:
Jedynie z dwiema siewkami wiążę jakieś nadzieje:
Zobacz w tym temacie:
Biały.,
Bordowy.,
Ciemierniki.,
Różowy.,
Wiosna.
sobota, 28 lutego 2015
W oczekiwaniu na Wiosnę.
Dziś po długiej nieobecności - post na rozgrzewkę palców.
Wiele razy przymierzałam się do napisania tekstu. Zdjęć z różnych wojaży zebrało się bez liku i ... być może ta ilość była ciążąca aby z czymkolwiek ruszyć. Bo jak przyszło do wybierania dobrych ujęć a potem obróbka to aż mi ręce opadały i znów odkładałam w czasie. Wiosny jako takiej na rabatach jeszcze nie ma - ot kilka kępek przebiśniegów. Na razie nie będę rzucać się na nie z obiektywem z obawy iż wystraszę je i podmarzną. Niech Zima jeszcze o nich nie wie.
Dlatego też dziś postanowiłam ruszyć z łatwym tematem - z niezapominajkami na dzbanku.
Przez cały czas równoległy z ogrodowaniem moja kolekcja kwiatowej porcelany powiększa się w sposób delikatnie kontrolowany. Parapet dzbanków herbacianych powoli przypomina zagęszczenie cienistych rabat ze swawolnymi siewkami. Kompozycję tą staram się urozmaicać różnorodnymi planami i piętrami różnych wysokości.
I tak tło wzbogaciło się o nadzwyczajnie duży dzbanek, niegdyś używany do podawania gorącego barszczu biesiadnikom. Dla uzmysłowienia niebywałej wielkości trzeba Wam wiedzieć, że ma ponad 2 litry pojemności. By zrobić w nim herbatę musiałabym dwa razy zaparzać wodę w elektrycznym czajniku !
Na razie nie prezentował się na stole, jest zbyt ciężki sam w sobie z powodu grubej i masywnej porcelany. A co dopiero napełniony gorącą wodą ?!
Wciąż go podziwiam, fikuśne ucho z płatkiem, pogrubione ranty w dole i górze korpusu. Forma zacna i prosta. Girlandy drobnych kwiatów niezapominajki kaskadą spadają w dół łodyżkami zaczepione o splecione wianuszkiem listki szczawika zajęczego (Oxalis acetosella). To bukiet bylin zerwanych z leśnego źródliska. A co najważniejsze - wzruszający obrazek jest po obu stronach, by każdy z domowników mógł być czarowany urodą dzbanka.
Kwintesencją wzoru jest powtórzenie bukietu na pokrywce. Te same jasno zielone listki szczawika z wysuwającymi się poza grupę kwiatami niezapominajki.
Wiele razy przymierzałam się do napisania tekstu. Zdjęć z różnych wojaży zebrało się bez liku i ... być może ta ilość była ciążąca aby z czymkolwiek ruszyć. Bo jak przyszło do wybierania dobrych ujęć a potem obróbka to aż mi ręce opadały i znów odkładałam w czasie. Wiosny jako takiej na rabatach jeszcze nie ma - ot kilka kępek przebiśniegów. Na razie nie będę rzucać się na nie z obiektywem z obawy iż wystraszę je i podmarzną. Niech Zima jeszcze o nich nie wie.
Dlatego też dziś postanowiłam ruszyć z łatwym tematem - z niezapominajkami na dzbanku.
Przez cały czas równoległy z ogrodowaniem moja kolekcja kwiatowej porcelany powiększa się w sposób delikatnie kontrolowany. Parapet dzbanków herbacianych powoli przypomina zagęszczenie cienistych rabat ze swawolnymi siewkami. Kompozycję tą staram się urozmaicać różnorodnymi planami i piętrami różnych wysokości.
I tak tło wzbogaciło się o nadzwyczajnie duży dzbanek, niegdyś używany do podawania gorącego barszczu biesiadnikom. Dla uzmysłowienia niebywałej wielkości trzeba Wam wiedzieć, że ma ponad 2 litry pojemności. By zrobić w nim herbatę musiałabym dwa razy zaparzać wodę w elektrycznym czajniku !
Na razie nie prezentował się na stole, jest zbyt ciężki sam w sobie z powodu grubej i masywnej porcelany. A co dopiero napełniony gorącą wodą ?!
Wciąż go podziwiam, fikuśne ucho z płatkiem, pogrubione ranty w dole i górze korpusu. Forma zacna i prosta. Girlandy drobnych kwiatów niezapominajki kaskadą spadają w dół łodyżkami zaczepione o splecione wianuszkiem listki szczawika zajęczego (Oxalis acetosella). To bukiet bylin zerwanych z leśnego źródliska. A co najważniejsze - wzruszający obrazek jest po obu stronach, by każdy z domowników mógł być czarowany urodą dzbanka.
Kwintesencją wzoru jest powtórzenie bukietu na pokrywce. Te same jasno zielone listki szczawika z wysuwającymi się poza grupę kwiatami niezapominajki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)