Brunatny, jeden z najstarszych w moim ogrodzie, ponad ośmioletni został przetrzebiony przez zalegająca w korzeniach wodę. Pech chciał iż w jego pobliżu utorowała sobie drogę i filtrowana przez trawnik szeroką połacią skupiała się w cienki nurt przedzierając przez dębową palisadę. W tym miejscu utworzyła rowek i drążąc rabatę parła niezatrzymana naprzód. Biedny ciemiernik tkwił zafrasowany w wodzie i pomimo cienistego miejsca zgnilizna wdała się w korzenie i podstawy pędów. Już późnym latem garściami wyjmowałam mdlejące liście czym odbiło się na dzisiejszym kwitnieniu.
No tak, powiecie pewnie że nie mam co narzekać bo pędy liczne, ale spójrzcie jak wyglądał poprzedniej wiosny nim zaszkodziła woda!
A tak wyglądał jeszcze wcześniej bo w sezonie 2009, w czasach przed_cyfrowych:
Brak wody jest szkodliwy dla roślin, ale jej nadmiar jeszcze gorszy!
Faktycznie nieco się skurczyła ta dorodna kępa, ale dobrze, że jest. Myślę, że wkrótce się odbuduje.
OdpowiedzUsuńSuper ...jest i tak piękny .Ja swoje mam dopiero mizerniutkie ,a nie miałam żadnych podtopień .
OdpowiedzUsuńKolor też cudny...pozdrawiam Bogusia
Większość moich ciemierników wydaje niezliczone ilości siewek, w razie totalnej klapy będą na podmianę, tyle że znów trzeba będzie czekać wieki na porządną kępę.
OdpowiedzUsuńooo... piękny:-) a wiesz może, jak się nazywa ten gatunek? bo ty wszystko takie wiesz;-]
OdpowiedzUsuńPodejrzewam że to będzie jakiś Helleborus x hybridus, zważywszy iż liście ma jak inne mieszańce w ogrodzie. A kupiłam go dawno ... dawno temu jako pełnego bez kwiatka. Mógł być też siewką pełnego i sprzedawca łudził się że również będzie pełnym.
OdpowiedzUsuńFaktycznie widać różnice - niestety. Trzeba mieć nadzieje, ze w kolejnym sezonie powróci do czasów swojej świetności .
OdpowiedzUsuń