sobota, 5 lipca 2014

Różowy odcień niebieskości.

Już dawno zaprzestałam zabiegów zniebieszczenia kwiatów hortensji ogrodowej (Hydrangea macrophylla). Zezłościł mnie jej uparty charakter oraz tony odczynników i nawozów chemicznych sypanych pod korzenie. Im więcej "dobroci" chemicznych sypałam - tym hortensja wyglądała gorzej i słabiej kwitła. Rośnie pod betonowym murem z wapienną zaprawą i podejrzewam iż stąd moje marne sztuczki. Choćbym nie wiem co robiła i tak nie zmienię odczynu gleby przesiąkniętej wapnem. W ogóle dałam sobie z nią spokój, zdaje się nawet nie okryta zimowała tyle co śniegiem odgarnianym z podjazdu. Wiosną nieznacznie skróciłam jedynie przemarznięte szarobure czubki pędów i to byłoby na tyle zabiegów upiększających i polepszających samopoczucie uparciucha.

Tegoroczna zima nie należała do typowych, była bardzo łagodna. A wiosna to już wybitnie ciepła. Gdy śniegi zeszły hortensja pokazała las grubych pędów upszczonych mężnymi pąkami. Późniejsze wiosenne przymrozki oszczędziły zawiązujące się kwiatostany i krzew znów zaczął liczyć na moje względy. Czasem łaskawie przeznaczyłam konewkę wody, kilka razy odgarnęłam pędy pnącej hortensji znad głowy ogrodowej. Najwidoczniej obie dałyśmy sobie szanse bo krzew w ogóle pokazał kwiaty. Mocne, gęste, kapuściane głowy kwiatów !

Jeszcze nie zakwitła w całości a ja już ostrzę zęby i sekator na zaschnięte kwiatostany do zimowych suchych bukietów. Razem z chmurką zatrwianu szerokolistnego i kilkoma pędami jarzmianki.





czwartek, 3 lipca 2014

Duma i uprzedzenie.

Moja duma i wielka nadzieja - Clematis x triternata 'Rubromarginata'. Tego roczny zakup niezwykle udany: po pierwsze odmiana trafiona i nie pomylona. Wprawdzie kilkanaście kwiatuszków, ale jak ładnie pachnących ! Zresztą - młody krzaczek a tak ładnie już porósł na wysokość 180 cm ... no same superlatywy. Sami powiedzcie ...






Natomiast odmiana Clematis vitalba 'Paul Farges' to totalna porażka ... albo to coś co mi przysłano to zwykły gatunek. Miał mocno przyrastać a ledwo dwa pędy poszły w górę - choć niedyspozycję wzrostu mogę wybaczyć ze względu na młody wiek. Wprawdzie pędy ciekawie bordowo podbarwione, ale liście jakieś żółtawo seledynowe. Wcale nie utworzą ciekawej masy i tła dla kwiatuszków. Wszystko mogę wybaczyć i zrozumieć, ale one nie pachną ! A głównie zapach wdzierający się przez szczebelki kratek altany miały być osią programu. Na moje żale sprzedawca jednoznacznie wyraził się, że szkółka która "wyprodukowała" pnącze nie mnoży gatunku vitalba a dodatkowo "kwiaty muszą się w pełni rozwinąć, roślina musi być nimi obsypana, żeby można było wyczuć zapach, który jest bardzo delikatny i subtelny." Oglądałam małą sadzonkę u ciotki i kilka tamtejszych kwiatuszków bosko pachniały. Już sama nie wiem co zrobić z tym fantem, drugie podejście i znów nieudane ... chyba już się uprzedziłam do tej odmiany.




środa, 2 lipca 2014

Zatracenie.

Ogarnęła mnie na dobre kolejna faza - bodziszki. Myślę, że temu zatraceniu pomogła wizyta w prywatnym ogrodzie, w którym rośliny tego rodzaju uśmiechały się do mnie zachęcająco barwnymi kwiatami. W masie różnych niebieskości, fioletów i róży bardzo dobrze było widać odcienie i niuanse barw. Tam była ich gęstwina, wzajemnie podpierały się wysokie odmiany, a dołem uzupełniająco ścieliły niskie.
Nawet nie wiedziałam, że te byliny na ogół lubiące suche gleby zechcą zadomowić się na moich rozlewiskach. Oczywiście nie sadzę ich na bagnach a na rabacie usytuowanej wzdłuż podjazdu z odwodnieniem. Tam jest tyle wody ile napada z góry, gleba jest odfiltrowana z zalewowej wody gruntowej.

W marcu tego roku na pierwszych targach ogrodniczych w sezonie kupiłam bodziszka łąkowego 'Laura' (Geranium pratense). W małej doniczce - mała zielona kępka strzępiastych liści. Nawet nie myślałam, że to maleństwo zakwitnie w tym sezonie, bo sadzonka nie zapowiadała się na silną. Wśród ówczesnych doniczek trójlist święcił triumf a sadzonkę z bodziszkiem ustawiłam w tle.



Tymczasem bodziszek trafił w pobliże dużego kamienia. Miejsce nie bardzo słoneczne, gdyż w głębi rabaty jako tło dla niższych bylin. Widocznie sprawdziło się skoro zakwitł i to kilkoma pędami. W zasadzie zrobił mi miłą niespodziankę na powitanie, gdy wróciłam z krótkiego urlopu.



Oczywiście zaraz zaczęłam kombinować jak by tu bodziszka bardziej uhonorować. Gdzie przenieść lub co przesunąć z otoczenia, aby podkreślić śnieżnobiałe kwiaty z licznymi płatkami. Podpatrywanie angielskich ogrodów ma dobre i złe strony - zaraz przychodzą pomysły i męczą notoryczną realizacją. Może do końca sezonu konkretniej zmaterializują się w myślach i wiosną dokonam zmian. Gdy ziemia jest nasiąknięta wodą z roztopów a młode liście na tyle niskie, że nie przeszkadzają w podkopywaniu - najlepiej realizować wcześniej obmyślone pomysły.