piątek, 18 lutego 2011

Paprotnik Brauna w odsłonach.

Wiosną młoda sadzonka przygnieciona śniegiem i zetlała mrozem dzielnie opiera się ostremu słońcu. Ocalałe liście nadają się tylko do wycięcia. Nic tu po nich. Mała sadzonka - delikatne liście.



Gdy wokół życie rozkwita, paproć również nabiera werwy. Stara się wysokością dorównać wyrastającym z boków bylinom.




Mijają dni ... tygodnie, można przestać liczyć mnożące się w kępie liście. W zacisznym miejscu przefiltrowane przez gałęzie wysokich drzew promienie słońca delikatne muskają roślinę.




Dużymi krokami nadchodzi jesień. Pierwsze suche liście pokrywają ściółkę, a byliny wokół zamierając odsłaniają zmężniałą paproć.



Zima nie ma współczucia i każdą roślinę w ogrodzie traktuje podobnie. Zasypana śniegiem zimozielona paproć czeka ciepłych dni wiosny.



5 komentarzy:

  1. Fajnie opowiedziana i pokazana historia tego paprotnika w Twoim ogrodzie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję ...
    Aż prosi się otrzepać śnieg z liści ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takie przeobrażenie przez jeden sezon napawa mnie wielką radością. Myślę, że wkrótce i u mnie z małych roślinek przeobrażą się w dorodne pióropusze. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A mnie czasem martwi szybkość wzrostu moich roślin. Mam na dzieję, że paprocie dorastając do książkowego pułapu zatrzymają się w miejscu dając oddechu wokół roślinom ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Miłeczka, też weź oddech przed wiosną ;)))Gośka

    OdpowiedzUsuń

Gorąco zachęcam do pozostawienia komentarza
i zapraszam ponownie :)