poniedziałek, 21 maja 2012

Śniedki atakują.

Czy może być coś gorszego niż śniedek baldaszkowaty w ogrodzie ? Chyba już tylko podagrycznik, choć z tym można powalczyć wydłubując starym widelcem pełzające po powierzchni ściółki ukorzenione pędy. Ornithogalum umbellatum, bo to on jest moją zmorą - nawet jak wyrwę za zielone liście podhaczając trójzębem korzenie, to i tak kilka małych drobniutkich cebulek zostanie w glebie, z których roślina odrodzi się jak mitologiczna Chimera. Liśćmi upodabnia się do wdzięcznych szafirków lub krokusów i za plecami zdaje się ze mnie naigrawać.
A taki wydawałby się bezbronny, taki miły i radosny !
Z pozostawionych okrągłych cebulek, które łatwo turlają się po glebie w nieznanym kierunku wyrośnie cienki pojedynczy liść. Tylko Kopciuszek miałby cierpliwość skubać zielone nitki, które szybko obezwładnione niewiadomym sposobem potrafią wzmocnić cebulkę. I tak w kolejnych latach śniedek tym razem zajmuje niszowe miejsca w zakamarkach wśród kamieni podjazdu. A stamtąd już tylko buldożer i ekipa budowlana robiąc rewolucje da radę usunąć intruza podczas kładzenia kostki.





15 komentarzy:

  1. Ubawiłam się niesamowicie. Widzę ,że mamy tę samą zmorę w ogrodzie. tylko ,że ja odpuściłam. Jedyne co robię , to usuwam im liście zaraz po tym , gdy się zorientuję ,że to nie krokusy tak pięknie mi się rozrosły w kępkę. Jakiś czas temu doszłam do wniosku , że skoro one tak kochają mój ogród to muszę tę niechcianą miłość jakoś znosić. W sumie nie są złe ale bez liści:-) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chyba nie pokocham go wcale ... never !
      ;)

      Usuń
  2. A są tacy co to kupują, za pieniądze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Taki ładny, a taka paskuda:(
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest drugie 'ja' tej rośliny - dwulicowość ;)

      Usuń
  4. Kilka lat temu teściowa obdarowała mnie cebulkami tych "ślicznych kwiatuszków" a ja nieświadoma posadziłam ... Do dziś przeklinam ten dzień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, ja natomiast nie pamietam skąd wziął się u mnie. Może po poprzednich właścicielach posesji. Tyle, że kiedyś był tylko przed domem, w tym roku widzę ekspansję na inne rejony ogrodu :\

      Usuń
  5. A ja właśnie wczoraj zostałam obdarowana na własne życzenie..., chyba posadzę je na łące

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba jednak na łąkę Pikusiu, nie chciałabym Cię potem ratować dobrymi radami ;)

      Usuń
    2. Dziękuję, tak zrobię :)

      Usuń
  6. A szczawik? Ten, to dopiero paskuda nie do zwalczenia.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczawika na szczęście nie odziedziczyłam ani nie wprowadziłam do ogrodu. No chyba, że taki brązowy niski z żółtym kwiatkiem ... też kłopotliwy.

    OdpowiedzUsuń
  8. ty uważaj, ja je kiedyś skutecznie wyplewiłam (no, parę lat to zajęło;-)), a teraz tęsknię, bo je bardzo kocham! Podrzuć mi garść! Jestem na etapie tępienia melisy... ale lepiej się ogarnę:-)

    OdpowiedzUsuń
  9. To jak chcesz czy nie ?
    Nie tak łatwo je usunąć, bo trudno się wykopują. Podejrzewam, że w tej chwili już poszły głębiej w glebę ... wrrrr !

    OdpowiedzUsuń

Gorąco zachęcam do pozostawienia komentarza
i zapraszam ponownie :)