czwartek, 2 sierpnia 2012

Krzewy lawendowe.

Wprost nie potrafię powstrzymać się od porównań z moimi ogrodowymi doświadczeniami. Na początku ogrodowania, tak jak pewnie większość zapaleńców którzy poczuli iż w ich żyłach krąży zielona krew, nabyłam kilka krzaczków róż do kompletu z sadzonkami lawendy. Wszak to sprawdzony i murowany efekt, a rośliny podstawowego doboru w ogrodzie. W pierwszych latach opieki nad tym tandemem byłam pełna zapału przy zwalczaniu mszyc i czarnej plamistości liści róż, kopczykowaniu, nawożeniu pogłównemu oraz strzyżeniu w kule krzaczków lawendy. Zabawa trwała jakieś 4 sezony, po czym lawenda odmówiła definitywne współpracy. Podpowiadano mi, że się zestarzała i powinnam wymienić na nowe sadzonki. Kończąc moje wspomnienia nadmienię, iż pomysł strojenia przed-ogródka w ten sposób definitywnie zarzuciłam.

Teraz spacerując po dzielnicy Londynu oniemiałam widząc te krzaczyska. Do tej pory operowałam stwierdzeniem sadzonki lawendy - tu należy powiedzieć krzewy !



Gęstymi kępami ściśle nabitymi pędami objęły we władanie kilka przęseł drewnianego ogrodzenia szczelnie go okrywając. A ile tam było pracowitych trzmieli, ojej !?
Krzaczki tak się rozrosły, że nie było możliwości zajrzeć co jeszcze mogło rosnąć we wnętrzu przed-ogródka.
Za rogiem ulicy czekało następne odkrycie. Tu widać iż krzewy były naprawdę wieloletnie, bowiem długie i zdrewniała gałęzie kilku krzewów dumnie unosiły w górę pędzle kwiatostanów. Kucnąwszy przy podstawie murku ogrodzenia można było podziwiać wijące się szare pędy.



W upalne choć nieliczne dni lata mocny eteryczny zapach zapewnie rozchodzi się po całej Grecian Crescent. Znając siebie, przy tej ilości kwiatostanów zaraz porobiłabym bukieciki do zasuszenia lub z zebranych kwiatów stylowe woreczki zapachowe.

12 komentarzy:

  1. Żeby dochować się takich krzaczorków potrzebny chyba lepszy klimat od naszego:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje niegdysiejsze krzaczki też tak zaczynały wyglądać, nie potrafiłam już uformować z nich gęstych kul. Wciąż się rozłamywały pokazując golizny. Ale nie sądzę abym doczekała się tak wysokich krzewów.

      Usuń
  2. U mnie też po kilku latach lawenda osłabła

    OdpowiedzUsuń
  3. Moje dwuletnie na razie mają się dobrze i są całkiem okazałymi krzaczkami. Ale jak będzie dalej, to się okaże.
    Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo mi się podobają takie krzaczki jako wtrącenie zimnych fioletów na rabacie. Chyba jeszcze raz spróbuję je tam ... wtrącić ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. I tried to grow lavender and unfortunately, they died. I want to try one more time with another variety to see if I can succeed.

    I would love lavender bushes... Beautiful pictures, the anemone is really nice too.

    Greetings, Louise, Canada

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym momencie pomyślałam, że we Francji lawendy powinny dobrze rosnąć, ale Ty mieszkasz w kanadyjskiej Francji a tam pewnie zimy jak w Polsce.
      Zawilec różem idealnie pasuje do fioletowej lawendy:)

      Usuń
  6. to prawda, u nas nie da się wyhodować takich krzewów, co kilka lat zdarza się taka zima, która mocno je uszkadza. W ogóle lawenda w Pl najlepiej rośnie jako maxymalnie krótko cięty dywan... albo roślina jednoroczna;-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najczęściej po tych trzech - czterech latach uprawy kiedy jest największa i najpiękniejsza - kolejna zima bywa zabójcza.
      Ostatecznie co roku kupuje się nowe sadzonki bylin, więc czemu nie zastąpić starej nową lawendą ?

      Usuń
  7. Wpadłam do Ciebie i oniemiałam z zachwytu.
    Najpiękniejsze rośliny - lawendy.
    Widziałam już takie krzaczyska jak przedstawiłaś. Twoje są prześliczne.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli zrobiłaś TAKIE oczy jak ja widząc te krzewy na żywo :D
    Myślę sobie obsadzić niewysoki murek lawendami, ale to już w przyszłym roku - żeby zimą się biedactwa nie męczyły ;)

    OdpowiedzUsuń

Gorąco zachęcam do pozostawienia komentarza
i zapraszam ponownie :)