Dziś znów moja wędrówka po okolicy przyniosła rezultaty, ponnieważ nie znając terenu doszłam do ciekawego ogrodu. Nie był wymuskany - raczej po wiosennym przygotowaniu do sezonu dalej zostawiony swojemu losowi. Kilka rabat prosiło się choćby o powierzchowne oplewienie. Lecz ogólna całość zrobiła na mnie wrażenie, tym bardziej iż nie spodziewałam się, że za krzywą furtką i gęsto porośniętymi wysokimi krzewami znajdę "tajemniczy ogród".
Zgodnie z angielską sztuką ogrodniczą podzielony był na fragmenty murami ceglanymi z ciekawymi przejściami, które obrośnięte pnączami malowniczo uzupełniały tło rabat. Po trejażach i łukach wspinały się kwitnące róże, glicynie i hortensje pnące.
Jakiś czas przechadzałam się ścieżką biegnącą wokół jakby dziedzińca z czynną studnią by po kilku schodkach wejść na wyższe tereny ogrodu. A tam - na niewielkiej polanie u szczytu cieku wodnego rozsiadł się majestatyczny parzeplin brazylijski (Gunnera manicata).
Nieraz już miałam okazję oglądać te olbrzymie liście i za każdym razem nie mogę nadziwić się ich niebywałym wielkościom. Monstrualna blaszka liściowa szerokością przekraczająca 2 metry popierana kolczystym ogonkiem wzniesiona jest ku górze z niebywałą wręcz lekkością.
W tym ogrodzie zadbano o doborowe towarzystwo innych wysokich bylin, bowiem oman wielki (Inula helenium), fatsja japońska (Fatsia japonica) oraz miskant chiński tworzą trafną kompozycję.
Z racji niewielkiej odległości od mojej dzielnicy postanowiłam wybrać się jeszcze raz do tego ogrodu - na dłuższy rekonesans połączony z degustacją kawy i ciasteczek na którejś z malowniczo ulokowanych ławkach. Powinnam też zaopatrzyć się w naładowane akumulatory aparatu by móc dłużej niż dziś cieszyć się z możliwości uwiecznienia innych ciekawych roślin i kompozycji.
Beautiful garden pictures! This Brazilian plant is really amazing!
OdpowiedzUsuńThank you for sharing these stunning pictures.
Have a nice Sunday,
Louise
Haha, stojąc przy tej roślinie czuję się jak Calineczka :)
UsuńRany boskie, wspaniała ta rabata. Oczywiście do ogromnego ogrodu. a może by..., na razie mam miskanta ...
OdpowiedzUsuńA powiem Ci, że ten ogród był mały i ciasny. Miał może cztery działy wzdłuż ścieżek. Nie taki jak założenia ogrodowe w pobliżu rezydencji angielskich zamożnych rodzin. Te niewielkie gabaryty stwarzały wrażenie szlachetnego oczka w małym pierścionku.
UsuńUwielbiam gunery
OdpowiedzUsuńMnie też się bardzo podobają, są takie nieziemskie, jak z innego wymiaru ;)
UsuńTak wędrując zwiedzisz najwięcej ogrodów i pięknie o nich piszesz:)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i zapraszam do mnie po odbiór wyróżnienia
Fiu fiu, toś mi radość sprawiła tą "moją beletrystyką".
UsuńWypisz wymaluj pasuje do tego co w pisaniu uprawiam !
Milko, przede wszystkim dziekuje za wizyte w moim blogu, ciesze sie, ze do niego trafilas :-)))
OdpowiedzUsuńTwoj fotoreportaz bardzo mi sie podoba, chociaz zaluje, ze zdjecia takich niewielkich rozmiarow. Te brazylijska "roslinke" znam pod nazwa "mamucie liscie", rosnie w moim ulubionym parku.
Serdecznie Cie pozdrawiam!
Jeśli klikniesz na zdjęcie - otworzą się w faktycznym rozmiarze.
OdpowiedzUsuńDziś byliśmy zwiedzać Royal Botanic Gardens w Kew, tam wokół stawu było ich kilkanaście - to dopiero był widok !
nie boisz sie, ze Cie oparzy?
OdpowiedzUsuń